Nie musisz być mistrzynią sportu!

 

Nie musisz być mistrzynią sportu!

Fotorech / Pixabay

 

Zapanowała obecnie moda na sport. Coraz chętniej dziś biegamy, pływamy, jeździmy rowerem i podejmujemy inne formy aktywności. Jest to całkiem dobry pomysł, warto jednak wiedzieć, że nawet dobre idee trzeba czasem przemyśleć.  Istnieje całkiem spora grupa osób, która bardzo szybko rezygnuje z wysiłków i powraca na wygodną kanapę do oglądania seriali. Może to mieć wiele powodów, na które zwrócimy tutaj uwagę. Co nas zniechęca do regularnego wysiłku fizycznego i dlaczego nie musi, a nawet nie powinno tak być? Jak dobrze zabrać się za sport? Omówmy sprawę nieco szerzej…

Najczęstsze powody uprawiania sportu

Powody, dla których uprawiamy sport, jest zazwyczaj kilka. Przede wszystkim zależy nam na wymodelowaniu sylwetki. Nie wszyscy jednak wiedzą, a mówi się coraz częściej, że… pięknie ukształtowana figura to jedynie skutek uboczny systematycznych ćwiczeń.

Zamiłowanie do sportu. Ten powód gwarantuje nam najpewniejszy sukces. Sport jest wówczas po prostu naszym hobby, czymś, co zwyczajnie lubimy robić. Cieszymy się kolejnymi kilometrami na rowerze, przepłyniętymi metrami w basenie, założeniem nogi za głowę podczas sesji jogi po wielu próbach… I wieloma innymi osiągnięciami. Tu pozostaje jedynie pogratulować i życzyć dalszych sukcesów.

Kolejne, oprócz ćwiczenia z pasji, słuszne podejście zakłada nic innego, jak poprawę stanu zdrowia czy też zrzucenie nadprogramowych kilogramów. Jeśli ćwiczymy dla zdrowia i mamy w tym kierunku całkiem spore zacięcie, istnieje całkiem duża szansa, że nie zaprzestaniemy treningów po jakimś czasie. Niestety, w przypadku tego powodu pojawia się czasem mały haczyk…  Krótko mówiąc, wielu rezygnuje po osiągnięciu efektu. Czyli: zrzuciłam te swoje 10 kg, nie muszę już się dalej męczyć. A co jeśli odzyskam te swoje 10 kg, i to jeszcze z nawiązką? Do tego przejdziemy jednak w dalszej sekcji tekstu.

Motywacja zewnętrzna. Patrzymy na bardziej wysportowanych znajomych, członków rodziny, celebrytów promujących zdrowy tryb życia, po czym dochodzimy do wniosku, że my też tak możemy. Nie ma w tym absolutnie nic złego, niestety jednak taka forma motywacji zużywa się dosyć szybko, przez co my znów wracamy do punktu wyjścia.

Chęć zadbania o wygląd przed latem/świętami/ślubem/innym ważnym dla nas momentem. W tym również nie ma nic złego, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednak sytuacja jest podobna do walki z nadwagą lub innym problemem (bez czekania na ważny życiowy moment), kiedy to np. zrzucimy określoną ilość kilogramów, po czym przerywamy ćwiczenia. Pytanie: czy nie byłoby warto nacieszyć się osiągniętym efektem dłużej niż kilka dni?

Dlaczego rezygnujemy z treningów?

Wyjaśnienie jest proste: często rodzaj powodu, dla którego zaczynamy, nie jest wystarczający, by utrzymać nas w ryzach odpowiednio długo. Odniesiemy się tutaj do powodów wymienionych przed chwilą, gdyż w nich samych często już kryje się zapowiedź szybkiej rezygnacji, oraz rzucimy nieco światła na kilka innych rzeczy…

Wymieniona już motywacja zewnętrzna ogólnie nie jest najlepszym powodem, by brać się za cokolwiek. Inni mogą, więc ja też? A co, jeśli jednak nie mogę? Lub raczej: nie chcę? Podziwiając kondycję innych, widzimy jedynie efekt ich wysiłków, nie mamy jednak okazji patrzeć na wyciskane przez nich siódme poty. Nie widzimy czasu poświęcanego na ułożenie jadłospisu ani rachunku za wizytę na siłowni lub u profesjonalnego dietetyka. Odkrywamy wszystkie te rzeczy dopiero, gdy samodzielnie weźmiemy się za poprawianie naszej formy. Nie musimy ich robić. Ćwiczyć można w domu, dietetyk nie zawsze jest konieczny, a jadłospis nie musi być wymyślny. Zanim jednak to do nas dotrze, nasz zapał sportowy pozostaje już tylko wspomnieniem.

Lenistwo. Chcemy odpocząć, seriale same się nie obejrzą, a po co mi ten sport, przecież jestem w dobrej kondycji, nie mam czasu itd. A może jednak warto?

Awersja do ćwiczeń może wynikać paradoksalnie z panującej obecnie mody. Nie wystarczy przecież pobiegać. Trzeba mieć sylwetkę jak z czasopisma, iść na konsultację dietetyczną, przejść szereg badań wykluczających uprawianie takiego czy innego sportu, zmienić całkowicie nawyki żywieniowe, wyrzucić telewizor za okno i tak dalej. Niekoniecznie. Pora sobie uświadomić, że wystarczy wpisać w swój codzienny grafik półgodzinny spacer. Nie iść w pracy na papierosa z innymi, lecz chociażby zrobić rundkę dookoła budynku czy po pobliskim parku. I tak dalej. Nie musimy robić w swoim życiu sportowej rewolucji. Ćwiczymy dla siebie, naturalne jest zatem to, że podejdziemy do sprawy całkowicie po swojemu.

Czy musimy od razu być najlepsze?

Na to pytanie odpowiadać już może poprzedni akapit. Nie musisz mieć idealnej formy, a można dojść do wniosku, że takie myślenie zniechęca wiele osób do wykonywania regularnych ćwiczeń. Jeśli jednak chcesz dorównywać swoim sportowym idolom, nie nastawiaj się na to, że przebiegniesz maraton w pierwszych dniach treningu. Bo nie przebiegniesz. Chyba że zorganizujesz sobie prywatne mistrzostwa świata w biegu na 5 m. Skakanka też nie będzie zgrabnie świstać w powietrzu, lecz zaplącze się gdzieś pod nogami po kilku skokach… krótko mówiąc, nie od razu Kraków zbudowali.

Od czego najlepiej zacząć?

Formę najlepiej budują takie ćwiczenia jak bieganie, pływanie, jazda rowerem, ćwiczenia siłowe… Mała rada dla tych, którzy myślą o budowaniu kondycji naprawdę poważnie. Jeśli prowadzisz siedzący tryb życia, zacznij od regularnego rozciągania się. Postaw na zestaw prostych ćwiczeń, wykonywanych regularnie przez pół godziny. Optymalna ilość takich treningów to 2 do 3 razy w tygodniu. Warto połączyć je z prostymi asanami, zaczerpniętymi prosto z jogi, która pomoże nam się zrelaksować po trudach dnia. Gdy ciało będzie już rozciągnięte na tyle, by móc uniknąć zakwasów po intensywniejszym wysiłku, warto wprowadzić regularne ćwiczenia modelujące. Stosuje się je 1-2 razy w tygodniu, a ze względu na swój charakter przyzwyczają mięśnie do wysiłku. Dzięki nim stają się one bardziej wytrzymałe i nie dostaniemy zakwasów tak łatwo. Zalecane jest połączenie ćwiczeń modelujących z treningiem cardio. Gdy już zrelaksowane jogą, optymalnie rozciągnięte i wymodelowane przejdziemy do sedna sprawy, będziemy lepiej znosiły trudy wysiłku fizycznego.

Krótko podsumowując, istnieje całkiem sporo mniej lub bardziej rozsądnych powodów ku temu, by trenować. Istnieje równie wiele powodów, by nie trenować. Jednak, oprócz wyjątkowo poważnych sytuacji, takich jak choćby ciężka choroba, w większości przypadków same decydujemy, po której stronie mocy się opowiemy. Nie musimy od razu osiągać szczytów, wystarczy, że trochę się poruszamy. Niemniej jednak warto przemyśleć dobry, prosty plan przygotowujący, dzięki któremu nie będziemy potrzebowały 6-miesięcznej “regeneracji” po jednym treningu. Ćwiczenia modelujące, rozciągające, joga… Wszystko to są dobre, sprawdzone sposoby na przygotowanie organizmu do większego wysiłku, dzięki czemu nie skończymy z zakwasami i ogólną niechęcią do sportu przez najbliższe 30 lat…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.